CICHA ŚMIERĆ W PŁOMIENIACH -…

CICHA ŚMIERĆ W PŁOMIENIACH – TAJEMNICA SAMOBÓJSTWA BUDDYJSKIEGO MNICHA

Fotografia buddyjskiego mnicha trawionego przez ogień to jedno z tych zdjęć, które obiegło cały świat i do dziś przytaczane jest przy wielu okazjach.

Buddyjski mnich nazywał się Thích Quảng Đức (urodzony w roku 1897), mieszkał w Wietnamie i był wyznawcą buddyzmu mahajana. Do Wietnamu religia ta dotarła z Chin i po jakimś czasie buddyzm wyznawany był przez większość mieszkańców tego państwa. Problem zaczął się jednak w 1955 roku, kiedy do władzy w Republice Wietnamu doszedł faworyt Amerykanów – Ngô Đình Diệm.

Działania nowego gospodarza Republiki Wietnamu bardzo nie podobały się obywatelom tego kraju. Diệm był prezydentem wyjątkowo nieudolnym i zupełnie nie radził sobie z postępującym na jego oczach rozkładem państwa. Dodatkowo był fanatycznym katolikiem, który nie zwracając uwagi na fakt, że niemalże 90% Wietnamczyków to buddyści, oddał kraj w opiekę Matki Boskiej. To oczywiście spotkało się z olbrzymią krytyką i sprawiło, że poparcie dla nowej głowy państwa momentalnie spadło. Był do tego na tyle zaciekły, że nie zawahał się też brutalnie prześladować wyznawców buddyzmu.

Kiedy wprowadzono zakaz wywieszania buddyjskich flag, 8 maja 1963 roku na ulice miasta Huế wyszli ludzie, aby wyrazić swoje niezadowolenie. Dodatkowo głowa państwa nakazała wywieszenie w całym kraju flag papieskich oraz wprowadziła nowe święto państwowe z okazji kapłańskich święceń arcybiskupa miasta Hue. Ten katolicki duchowny był rodzonym bratem prezydenta…

Na wyjątkowo zirytowanych protestujących posypały się pociski. Życie straciło wówczas dziewięć osób. Diệm usiłował wybielić się tłumacząc, że agresorami byli lewicowi terroryści, jednak nikt nie dał wiary w te zapewnienia. Przedstawiciele wietnamskiego duchowieństwa zażądali od prezydenta natychmiastowego zaprzestania swojej opresyjnej polityki względem buddystów. Nie doczekali się jednak żadnej odpowiedzi. Tymczasem dochodziło do kolejnych starć państwowych służb z coraz bardziej zdesperowanymi obywatelami.

10 czerwca 1963 roku amerykańscy dziennikarze w prywatnej rozmowie z rzecznikiem prasowym buddystów poinformowani zostali o tym, że następnego dnia przed ambasadą Kambodży w Sajgonie odbędzie się coś szalenie ważnego. Reporterzy, którzy tam dotarli byli świadkami przemarszu 350 mnichów niosących protestacyjne transparenty.

Po chwili z jednego z samochodów wyłonił się 66-letni Thích Quảng Đức w towarzystwie dwóch innych duchownych. Kiedy ci położyli na ulicy poduszkę, jak na zawołanie protestujący otoczyli to miejsce ciasnym kręgiem. Đức został przez swoich pomocników polany benzyną.

Mimo że szokujące nagranie oraz zdjęcia płonącego buddysty momentalnie obiegły cały świat, a John F. Kennedy do cna poruszony materiałem zaczął domagać się od wietnamskiego prezydenta znalezienia pokojowych sposobów na zapanowanie nad protestującymi obywatelami, władze Wietnamu wcale nie zamierzały złagodzić polityki. Tymczasem protesty tylko się nasilały, a wraz z nimi na oczach całego świata zwiększała się zaciekłość prezydenta w ciemiężeniu obywateli własnej ojczyzny.

1 listopada 1963 roku Amerykanom skończyła się cierpliwość. Do akcji weszli agenci CIA i wykorzystując swoje kontakty wśród najwyżej postawionych dowódców wojskowych nakazali otoczyć czołgami pałac prezydencki.

Mając już wyznaczonego zastępcę obecnego polityka, wystarczyło tylko pojmać i osądzić znienawidzonego dyktatora. Ten jakimś cudem zdołał dać dyla ze swej siedziby. Długo jednak wolnością się nie nacieszył. Zwłoki Diệma oraz jego brata znaleziono w jednym z kościołów.

Tymczasem na czele Republiki Wietnamu stanął nowy, wspierany przez USA rząd, który umożliwił stacjonowanie na swoich ziemiach amerykańskim służbom zbrojnym i późniejsze rozpoczęcie wojny z liczącym sobie setki tysięcy południowowietnamskich partyzantów Wietkongiem. Ta wojna zakończyła się jednak dla Jankesów tragicznie…

#wmrokuhistorii #historia #buddyzm #ciekawostki #smierc #wietnam #usa #gruparatowaniapoziomu #swiat #ciekawostkihistoryczne

Comments are closed.