Mireczki wyobraźcie sobie, że…

Mireczki wyobraźcie sobie, że bierzecie do ręki globus i tniecie go nożem równo wzdłuż południka przebiegającego przez środek Polski. Jeżeli ostrze noża znajdzie się po drugiej stronie kuli ziemskiej, gdzieś na Południowym Pacyfiku pomiędzy Tongą, a Francuską Polinezją oznaczać to będzie, że właśnie przecięliście jedną z najbardziej odizolowanych wysp świata – malutki Palmerston, wchodzący w skład atolu o tej samej nazwie. Nie przylecicie tu samolotem. Nie przypłyniecie też żadnym promem. Statek? Pojawia się tu tylko 3 – 4 razy do roku, żeby zaopatrzyć tutejszą ludność w niezbędne do życia produkty. Jak zatem można się tutaj dostać? Dla nas odpowiedź jest prosta: JACHTOSTOPEM 🙂 Nam ta sztuka udała się po prawie 2 latach od wyruszenia z Polski i choć odwiedziliśmy kilkadziesiąt wysp na Pacyfiku, Palmerston chyba najbardziej utkwił nam w pamięci. I w sercu. Dlaczego? Oto historia jednego z najciekawszych miejsc na Południowym Pacyfiku:

– Atol po raz pierwszy został odkryty w 1774 r. przez Jamesa Cooka i włączony w skład Cook Islands, jednak to nie James Cook uchodzi za ‚ojca’ Palmerston.

– W 1862 r. 41-letni William Marsters przypłynął na Palmerston wraz z trójkę sióstr z Polinezji, które zamierzał poślubić i spędzić z nimi resztę swojego życia. Czteroosobowa poligamiczna rodzina założyła tu plantację palm kokosowych, dostając od królowej Wiktorii pozwolenie na zarządzanie atolem na okres stu lat.

– Z biegiem czasu rodzina rozrastała się. W dniu śmierci William był ojcem 23 dzieci, a 100 lat później ród Marstersów rozrósł się do ponad 3000 osób.

– Co ciekawe, małżeństwa dobiera się według specjalnie przygotowanego klucza, który ma zapobiec powstawaniu wad genetycznych. Dopiero, jeśli ktoś faktycznie zostanie pozbawiony pary, wtedy może szukać współkandydata na innych wyspach (pod warunkiem przyjęcia przez niego nazwiska Marsters). Pomimo tak bliskich więzów krwi i małej puli genowej na wyspie nie widać ludzi z wadami genetycznymi.

– Oczywiście na tak małym obszarze lądu (800 m w najszerszym punkcie wyspy) nie byłoby szansy pomieścic tak sporej liczby osób. Dziś żyje tu ok. 60 mieszkańców. Reszta wyemigrowała do sąsiednich wysp lub Nowej Zelandii.

– Jak można się łatwo domyślić, wszyscy mieszkańcy poza dwójką nauczycieli ze Stanów (przebywających tutaj na wolontariacie i nauczających dzieci podstaw edukacji – wolontariat marzenie) mają nazwisko Marsters

– Mieszkańcy na codzień zajmują się handlem wymiennym. Przy czym handel ten odbywa się raz na 3-4 miesiące. Co tyle przypływa tutaj statek, który odbiera złowione przez mieszkańców i przechowywane w wielkiej zamrażarce ryby. W ramach handlu wymiennego ów statek zaopatrza lokalną ludność w zamówione przez nich produkty (jedzenie, lody, papierosy, ubrania)

– Choć wszyscy mają takie samo nazwisko, wyspa dzieli sie na trzy obszary zamieszkane przez trzy różne rodziny (podział wywodzi się od 3 różnych żon Williama). Choć wszyscy żyją ze soba w zgodzie, głowy rodzin konkurują ze sobą w witaniu gości. Każdy żeglarz, który zdecyduje się tutaj przypłynąć od razu może liczyć na komitet powitalny, który podpłynie i zaprosi do swojego domu.

A gwarantuję Wam, że warto taką gościnę w swoim życiu przeżyć.

Cały album z wizyty na Wyspach Cooka (i Palmerston) w ostatnim wpisie na: http://facebook.com/AutostopemDookolaSwiata

#podroze #podrozujzwykopem #autostop #swiat #ciekawostki #wyspycooka

Comments are closed.